One passion. One goal. Simply Premier League
Blog > Komentarze do wpisu
Drużyna Roku





Joe Hart – najlepszy bramkarz Premier League. 18 clean sheetów w sezonie mówi samo za siebie. Nie byłoby City na podium, gdyby nie wspaniała forma Joe. Już w pierwszym meczu sezonu (ze Spurs na WHL) rozegrał kapitalne zawody, później nie schodził poniżej wysokiego poziomu. Postawa Harta dowiodła, jak wielkim ignorantem rok temu okazał się Capello, grając najpierw Robertem Greenem, a potem Davidem Jamesem w bramce reprezentacji Anglii podczas Mundialu w RPA. Ten chłopak ma dopiero 24 lata!

Branislav Ivanović – prawa obrona to najsłabiej obsadzona pozycja w Premier League. Niemal wszystkie zespoły mają z nią problemy i muszą godzić się z nierównowagą między stronami obrony. Dlatego na RB w Drużynie Roku znalazł się Ivanović, który mocno odbiega od modnego ostatnio wzorca bocznego obrońcy, a przez długie tygodnie grał na środku obrony Chelsea. Nie ma w naszym wyborze przypadku, bo Serb dostał szansę i wykorzystał ją w pełni. Był pewnym punktem obrony Chelsea i zadziwiająco dobrze radził sobie także w ofensywie.

Leighton Baines – pamiętam, jak przyszedł do Evertonu z Wigan (sezon 2007/08). Nie pograł sobie wówczas za dużo, gdyż na lewej stronie defensywy The Toffees grał niejaki Nuno Valente. W końcu jednak Moyes postawił na Leightona i był to strzał w dziesiątkę. Obecne rozgrywki to popis w wykonaniu Bainesa. Skuteczny w obronie, groźny w ataku, asystuje (tylko Nani, Drogba i Cesc mieli więcej ostatnich podań!!!), strzela bramki, zarówno z wolnych, jak i z karnych. Ashleya Cole’a zostawił daleko w tyle. Czas, aby na stałe zagościć w reprezentacji Anglii.

Nemanja Vidić – nikt nie wie kiedy dokładnie to się stało, ale duet obrońców ManU to już od dawna nie Ferdinand z Vidiciem, a Vidić z Ferdinandem. W tym sezonie Nemanja udowodnił, że jest najlepszym środkowym w lidze. Dlatego tak łatwo przychodzi wymienić jest słabsze mecze, bo są one takim wydarzeniem, że głęboko zapadają w pamięć. Swego czasu było dość głośno o transferze Vidicia. Alex Ferguson prędzej sprzedałby cały zapas gumy do żucia niż pozbyłby się swojego kapitana.

Vincent Kompany – obok Vidicia bezapelacyjnie najlepszy środkowy obrońca PL. Wcześniej co prawda grywał na pozycji defensywnego pomocnika, ale to nie było to. Przez kibiców The Citizens wybrany na piłkarza roku sezonu 2010/11. Wysoki, świetnie zbudowany, silny, szybki, pewny w interwencjach, rzadko przekraczający przepisy (tylko 6 żółtych kartek) – słowem defensor kompletny. City kupiło go z HSV za 6 mln funtów – dziś jest wart co najmniej 3x tyle.

Yaya Toure – najlepszy box-to-box pomocnik Premiership. Na zawsze zostanie zapamiętany jako ten, który zapewnił Błękitnym pierwsze od 35 lat trofeum (zwycięski gol w meczu ze Stoke w finale FA Cup). Kiedy rok temu City kupowało go z Barcelony za 24 mln funtów, wielu pukało się w głowę. Tyle kasy za defensywnego pomocnika? Niepodobna… A tymczasem Toure podbił Premier League. Świetny w destrukcji, zadziwiająco skuteczny w ataku (6 bramek, 6 asyst). Na nim, Davidzie Silvie i Carlosie Tevezie w decydującej mierze oparty był atak the Citizens.

Luka Modrić – zaprzecza wszelkim stereotypom o angielskiej piłce. Mały, słaby fizycznie, nie za szybki... A mimo to rozegrał sezon, który na długo pozostanie w pamięci kibiców Kogutów. Bale i van der Vaart byli ulubieńcami mediów. Ich rajdy i strzały pokazywane były w serwisach informacyjnych. Ale to właśnie gra Luki była podstawą dla efektownych harców tej dwójki. Wielka praca na całej długości boiska nigdy w piłce nie miała odpowiedniej oprawy medialnej. Tym większe dzięki dla Harrego Redknappa, że zawsze podkreślał zasługi Luki w prowadzeniu gry. Spurs mają reżysera na hollywoodzkim poziomie.

Gareth Bale – przed rozpoczęciem sezonu jedno z najczęściej padających pytań dotyczyło skrzydłowego Spurs: czy potwierdzi formę z rundy wiosennej. Już po kilku meczach było jasne, że to będzie jego sezon. Wspaniała forma fizyczna, wrodzona fantazja i bezczelność, nieustępliwość w budowaniu przewagi i niesamowity ciąg na bramkę rywala. Już po kilku tygodniach Bale stał się ulubieńcem kibiców i jak w przypadku starszego rodaka, wywołał falę pytań, dlaczego nie gra w koszulce z trzema lwami na piersi. Giggs może spokojnie iść na emeryturę, walijska lewa flanka jest zabezpieczona.

Nani – MVP sezonu 2010/11. 9 bramek, 18 asyst, najwięcej (obok Teveza) punktów w klasyfikacji kanadyjskiej. Do ostatniego miesiąca rozgrywek to on był motorem napędowym wszystkich akcji United. Przy zagubionym Rooneyu, chimerycznym Berbatowie, nijakiej pomocy Red Devils, na nim można było polegać, jak na Zawiszy. Kilka meczów sam United wygrał (Spurs, Stoke, Fulham, M. City). Fakt, że nie znalazł się nawet wśród graczy nominowanych do nagrody PFA Player of the Year jest skandalem. Kto wie jednak, czy obecny sezon nie był ostatnim w wykonaniu Portugalczyka w PL… Podobno sieci zarzucił na młodziana Inter.

Robin van Persie – ulubiony napastnik połowy OtB. Gdyby tak wytrwał całe rozgrywki w zdrowiu i formie, Nani nie miałby czego szukać. Wszystkie 18 goli zdobył w 2011 roku, wyśrubował do dziewięciu rekord meczów z rzędu ze strzeloną bramką na wyjeździe, szkoda tylko, że koledzy z zespołu nie potrafili nadążyć za formą swojego goleadora i Kanonierzy zostali największym przegranym obecnych rozgrywek. Do van Persa nikt jednak nie powinien mieć żadnych pretensji.

Carlos Tevez – jednoosobowa instytucja w Manchesterze City. Jego prawdziwy przywódca i motor napędowy ataków. Mancini wie, jaki to skarb i gdy tylko mógł starał się go oszczędzać. Wykazał się przy tym kompletnym niezrozumieniem charakteru swojego najlepszego gracza. Tevez gry potrzebuje jak ryba wody. Każdy przymusowy odpoczynek brał jak atak na swoje możliwości, stąd nieustanne fochy i gadki o możliwości zakończenia kariery, chęci odejścia z klubu, znudzenia piłką. Księżniczki tak mają... Rację miał Alex Ferguson, gdy mówił, że Tevez nie jest wart 25 mln funtów. Jest wart znacznie więcej.

H&W

środa, 25 maja 2011, overthebar

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: