One passion. One goal. Simply Premier League
Blog > Komentarze do wpisu
Jedenastka tygodnia



Bramkarz

David de Gea – umiejętne ustawienie muru przy rzucie wolnym dla rywala z okolic pola karnego to jedno z głównych przykazań bramkarskiego fachu. Kiedy zatem Hiszpan ustawiał mur w 68’ meczu Pool-United powiedziałem głośno do mojej drugiej połówki: „Kurwa, jak on ten mur ustawia? Zaraz padnie gol!”… Niech reszta będzie milczeniem. De Gea się skompromitował i nie zmienia mojej oceny fakt, iż również mur Diabłów się w tej sytuacji nie popisał (Giggs). Tej bramki spokojnie mogło nie być.


Obrona

Ledley King – w niedzielę stała się rzecz niesłychana – po raz pierwszy od kampanii 2008/09 Ledley zaczął piąty kolejny mecz Spurs w Premiership. Zatem koniec zdrowotnych kłopotów kapitana Kogutów, powrót do formy i reprezentacji na Euro 2012? Nic bardziej mylnego. Po niespełna pół godzinie gry King posypał się znowu… Pierwsze diagnozy mówią o 6 tygodniach przerwy… Defensywa Spurs pilnie potrzebuje szefa z prawdziwego zdarzenia.

Obrońcy Wigan – jeśli Wigan ma pozostać jedynym zespołem w historii PL, który z najwyższej klasy rozgrywkowej nie spadł, jego obrońcy nie mogą grać tak, jak przeciwko Boltonowi. Solidarnie zawalili wszyscy: Gohouri przy pierwszej, Alcaraz przy drugiej, a Caldwell przy trzeciej bramce dla Kłusaków… W meczu o 6 punktów lepsi byli podopieczni Owena Coyle’a, a the Latics już tylko o bramkę od czerwonej latarni Premier League.

Per Mertesacker – kiedy pod koniec sierpnia Wenger kupował Niemca, nie bardzo wiedziałem dlaczego. Bo wzrost (1,98m) byłego defensora Werderu Brema, wszystkiego nie mógł tłumaczyć. Wszystko wyjaśniło się w sobotę, tuż przed meczem Arsenalu z Sunderlandem. Oto manager the Gunners przyznał, że dostrzegł w Niemcu drugiego Tony’ego Adamsa… Brawo Arsene! Jeżeli ta laurka miała zmobilizować Niemca do lepszej gry, to sorry, ale się nie udało. Sessegnon „robił” Pera na wszystkie strony, a kiedy udało się to jeszcze takiemu drewniakowi, jak Jack Colback, zaśmiałem się w duchu… Oto, jacy futboliści grają dziś na the Emirates…


Pomoc

Anthony Pilkington – mecze beniaminków to zawsze pojedynki o 6 punktów i chwile spokoju w walce o utrzymanie. Piękna w nich niewiele, ale walki o każdą piłkę i metr murawy aż nadto. W sobotę bohaterem został facet, który przez ostatnie pół roku leczył złamaną kość strzałkową. 23-letni Anglik po raz pierwszy ukąsił już w 49 sekundzie gry, a w II połowie przypieczętował sukces Kanarków golem na 3-1. Komplet punktów został na Carrow Road.

Juan Mata – absolutnie fenomenalny występ Hiszpana. Jakim cudem „obiektywny” współczynnik PPI tego nie docenił – trudno zgadnąć. Mata był w sobotę wszędzie. Rozgrywał (cudowny pass do Cole’a przy pierwszej bramce Chelsea), podawał (asysta przy trafieniu Ramiresa), strzelał, rozbijał ataki rywali, a gdy trzeba było taktycznie faulował :) Śmiem twierdzić, że takiego pomocnika Stamford Bridge nie widziała od… No właśnie, od ilu lat? I kogo wymienić? :)

Ian Ayre – to prawda, Liverpool wydał w ostatnim czasie sporo mamony. A ponieważ w dobie światowego kryzysu każdy funt się liczy, na pomysł, jak pomóc klubowi, wpadł dyrektor generalny the Reds. Otóż chłop wymyślił, aby Pool sam sprzedawał prawa telewizyjne do swoich meczów za granicę (obecnie obowiązująca umowa – do 2014 roku – zapewnia wszystkim klubom PL takie same pieniądze). Pomysł może i niegłupi (w końcu robią tak choćby Barcelona i Real Madryt), zastanawia tylko tłumaczenie Anglika: „if you’re in Kuala Lumpur, there isn’t anyone subscribing to watch Bolton”. Panie Ayre, akurat z tym Boltonem trafił pan, niczym kulą w płot, gdyż piłkarzem Kłusaków jest niejaki Lee Chung-yong i jestem więcej niż pewny, że za oglądanie the Trotters sporo Azjatów płaci. No, ale w końcu Managing Director niekoniecznie musi znać się na futbolu…

Ryan Giggs – po raz pierwszy w historii OtB, dwóch zawodników zostało nominowanych do „11 tygodnia” za tę samą akcję. Jeden z nas twierdzi, że zawalił de Gea, drugi stawia na Giggsa. „Na korzyść” Walijczyka świadczy to, że mur, choć słabo ustawiony, odbiłby strzał Gerrarda. Odbiłby, gdyby Ryan nie poszedł na spacer. Za karę należy się 1000 kółek wokół Old Trafford. Stary wyga zachował się jak młokos i pozbawił swojego bramkarza choćby cienia szansy na obronę, trzeba przecież przyznać, fatalnie wykonanego stałego fragmentu gry.

Joey Barton – dawno go nie było? Hmm, no to teraz od razu za dwie rzeczy. Najpierw pojechał po orderach Adelowi Taarabtowi. Fakt, że Marokańczyk nie daje swojej drużynie zbyt wielu pozytywów, ale można to chyba załatwić w szatni. Jeżeli komuś wydawało się, że Joey ma za mało wrogów, to w tym tygodniu dostało się też federacji. Otóż Barton zapowiedział, że nie pozwoli cenzurować swoich tweetów. I nie powiedział tego grzecznie, odsyłając „leśnych dziadków” do lektury praw człowieka, a w swoim zwyczaju warknął.


Atak

Robin van Perise – przy pierwszym golu zabawił się w dyrygenta. Gervinho atakował lewym skrzydłem, w środku biegł Robin i na wszelkie możliwe sposoby starał się pokazać koledze, gdzie powinien zagrać. Czy to aby nie oznaka niewiary w możliwości partnera z drużyny? Chociaż gracz, który decyduje się na taką akcję, jaką pokazał RvP w 12 minucie meczu, może trochę zadzierać nosa. Bo to było coś absolutnie magicznego, a artystom można więcej.

Salomon Kalou – Salomonowi kończy się w tym roku kontrakt i nie jest wielką tajemnicą, że Chelsea raczej nie pali się do jego przedłużania. Tymczasem Słonik postraszył włodarzy klubu, że nie ma zamiaru siadać do rozmów o jakichkolwiek podpisach, jeżeli nie dostanie gwarancji, że będzie spędzał na boisku więcej minut. Na OtB pisaliśmy o nim kilka razy ciepło, ale niestety Villas-Boas to kolejny trener the Blues, którego nie przekonuje Kalou. Jeszcze chwila i jedyne co mu pozostanie to zmienić zawód. Ale nie ma strachu, fach ma. Okazało się, umie chłop negocjować, nie ma co. Może na Bliski Wschód go wysłać?

H&W

czwartek, 20 października 2011, overthebar

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: