One passion. One goal. Simply Premier League
Blog > Komentarze do wpisu
Jedenastka tygodnia


Bramkarz

Simon Mignolet – wiemy, był zasłonięty i w obu sytuacjach późno zobaczył piłkę. I wiemy, że w takich sytuacjach naprawdę trudno o dobre interwencje. Ale to właśnie GK odpowiada za porządek w polu karnym i jeżeli widzi, że przed jego nosem zrobiło się tłoczno jak w pociągu podmiejskim o poranku, to powinien zareagować i sprawdzić bilety. Wszyscy bez uprawnień do przybywania w „pudełku” – wypad. Sunderland był o krok od sprawienia sensacji i wygrania na Etihad. Zabrakło sensownego zachowania się Mignoleta w jednej z dwóch sytuacji w końcówce meczu.


Obrona

Roger Johnson – w pierwszej połowie uciął sobie małą „pogawędkę” ze swoim bramkarzem. Wayne Hennesey chciał na szybko zanalizować interwencję Rogera, czyli powiedzieć mu na uszko, że kapitan Wilków dał ciała i by powstrzymał się od tego rodzaju „żartów” pod polem karnym. Johnson nie był jednak w nastroju do narad taktycznych (a szkoda, bo może wtedy udałoby się uniknąć 3 koszmarnych błędów, po których Bolton strzelił swoje bramki), więc skończyło się sceną rodem z indonezyjskich spelun, w których odbywają się walki kogutów. Mina przyglądającego się temu zajściu Sebiastiena Bassonga powiedziała wszystko – dzięki Bogu, że to tylko wypożyczenie, bo ta łajba tonie.

Andy Wilkinson – w nienajlepszej formie był w sobotnie popołudnie obrońca Stoke. W I połowie jego błąd uszedł jeszcze płazem (pudło Beausejoura), ale po przerwie najpierw, po uderzeniu w twarz Chilijczyka, Andy powinien był wylecieć z boiska, a w doliczonym czasie gry tak długo czekał, aż dokula się do niego piłka, podana przez Marka Wilsona, że przechwycił ją Victor Moses i ustalił wynik meczu… Czy w kadrze Stołków naprawdę nie ma lepszych defensorów?
 
Branislav Ivanović – bohater meczu na Villa Park. Nie tylko strzelił dwie bramki, nie tylko ponownie wyprowadził swój zespół na prowadzenie (po tym, jak AV ze stanu 0-2 doprowadziła do remisu), ale i niemal całkowicie wyłączył z gry Gabby’ego Agbonlahora i nowy kapitan the Villans nie zrobił nawet sztycha… Gdyby tak jeszcze nie miał kłopotów ze zdrowiem (jego występ w dzisiejszym meczu ChL stoi pod znakiem zapytania)…


Pomoc

Jean Beausejour – to że presja pęta nogi, wiadomo nie od dzisiaj. W 40’ meczu Wigan-Stoke, przy stanie 0:0, Chilijczyk dostał idealne podanie od Victora Mosesa i nie miał innego wyboru jak tylko strzelić gola. Gola, którego Wigan potrzebowało jak tlenu, by kontynuować walkę o utrzymanie w Premier League. Jean nie lubi jednak stawać w sytuacjach bez wyjścia i spartolił „setkę”. Jego szczęście, że potem Wigan strzeliło 2 gole (w tym jednego po jego świetnym dośrodkowaniu) i bezcenne punkty zostały na DW Stadium.

Stephane Sessegnon – w sobotnie popołudnie był całkowicie nieuchwytny dla obrońców Manchesteru City. Wszystko co dobre dla Kotów, zaczynało się w głowie Sessa. Benińczyk rozgrywa wspaniały sezon – ma już 19 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej (wg. standardów Fantasy PL, by było jasne) i występ przeciw the Citizens to kolejny, w którym pokazuje, że jak mało kto wie, na czym polega odbijanie piłki.

Radosław Majewski – chyba po raz pierwszy w historii OtB, w 11 tygodnia widnieje nazwisko polskiego zawodnika z pola. Ale nie może być inaczej po tym, jak w sobotę na Selhurst Park „Maja” zaliczył hattricka i poprowadził Forrest to niespodziewanego tryumfu w delegacji. Polak też potrafi!

James Milner – niewiele szans od Roberto Manciniego dostawał ostatnio 26-letni skrzydłowy. Z Sun’landem wybiegł jednak w podstawowej jedenastce. Biegał, szarpał, ambicji do gry nie można było mu odmówić, ale mało to było produktywne. Wreszcie, w 80’ Mancio zdecydował o zdjęciu Jamesa z boiska. I zobaczyliśmy, jak Milner z dezaprobatą kręci głową, mówi coś do siebie, po czym nie podając ręki Manciniemu od razu idzie do szatni… Coś tak czuję, że Milnera na boisku w tym sezonie już nie zobaczymy… Ale czy to tylko wina pomocnika?


Atak

Fernando Torres – nie popisał się Hiszpan. Jedno małe trafienie, a tyle zamieszania. W każdej redakcji sportowej na świecie od piątku były już przygotowane specjalne artykuły na 1 kwietnia. Nagłówki brzmiały dość podobnie – „El Nino – El Hattrick!”, „Torres bije rekord Messiego!”, „Hiszpański mistrz znów na łowach! Agencje donoszą, że trup ściele się gęsto”, „RvP nie rezygnuje z korony Króla Strzelców i obiecuje gonić hiszpański Express”.

Andy Carroll – gdy w 2’ minucie meczu na St James’ Park napastnik Liverpoolu po raz pierwszy dotknął piłkę, na trybunach rozległo się przeciągłe „buuuuu”. Pierwsza wizyta Karolci na starych śmieciach nie przypominała herbatki u cioci. Kibice przy każdym zagraniu dawali odczuć Andy’emu, że w zasadzie to nikt go tu nie zapraszał i z całą pewnością nikt nie przyszedł na mecz, by oglądać jego wątpliwej jakości popisy. A tych było trochę – np. już w 10’ mając szansę uciszyć trybuny, Carroll zamiast strzelać do pustej bramki, wolał szukać karnego. Robił to tak nieudolnie, że nie dość, że obskoczył żółtą kartkę, to dał kibicom mnóstwo uciechy.

Sergio Aguero – kiedy w piątek okazało się, że Argentyńczyka zabraknie w składzie City na mecz z Sunderlandem, bo odniósł drobny uraz (Mancini nazwał kontuzję Aguero głupią), natychmiast zaczęły się spekulacje, co też SA16 się stało. Nie próżnowały booki, od razu prezentując całą listę możliwych powodów absencji piłkarza. Nam najbardziej przypadły do gustu ostatnie dwa zakłady :) I choć dziś już wiemy, że chodziło o upadek z motorynki 3-letniego syna, wcale byśmy się nie zdziwili, gdyby za urazem reprezentanta Argentyny stał Mario Balotelli.

H&W

czwartek, 05 kwietnia 2012, overthebar

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: