One passion. One goal. Simply Premier League
Blog > Komentarze do wpisu
Jedenastka tygodnia


Bramkarz

Marouane Fellaini – tak jak w drużynie jest tylko jeden bramkarz, tak w meczu Evertonu z Man Utd był tylko jeden zawodnik. To, jak zagrał Belg, przechodzi wszelkie możliwości opisu w tak krótkiej formie, jaką ma „11 tygodnia”. Strzelał (6 strzałów, 1 w słupek, 2 celne, 1 gol), podawał (48 podań – najwięcej w drużynie, 3 kluczowe podania), bronił (kilka przerwanych kontrataków, zablokowany strzał w polu bramkowym), dominował w powietrzu (9 wygranych pojedynków – najwięcej na boisku). Kudłacz był fenomenalny i w pojedynkę przerwał trwającą od 5 lat fatalną passę the Toffees. Everton w końcu wygrał na start ligi.


Obrona

Branislav Ivanović – posturą Serb zawsze bardziej przypominał środkowego obrońcę niż nowoczesnego bocznego defensora. Ale w dwóch pierwszych meczach sezonu zagrał tak aktywnie w ofensywie, jakby był co najmniej o głowę niższy od Ashley’a Cole’a. Dwa razy fantastycznie podłączył się do kontry i strzelił dwa gole. Znacznie częściej (tu duża niespodzianka) niż Cole pokazywał się też jako opcja do rozciągnięcia gry na skrzydle.

Chochlik – rozumiem pośpiech przed pierwszą kolejką. Rozumiem, że w czasach kryzysu oszczędza się na wszystkim i zatrudnia studentów na odpowiedzialnych stanowiskach. Rozumiem, że pisać każdy może, jeden lepiej, drugi gorzej. Ale zrobić byka w nazwisku zawodnika swojej drużyny?!? James McClean i Anderson dostali w pierwszej kolejce koszulki z literówkami w nazwiskach. Ktoś nie bardzo ogarnął tematykę.

John Arne Riise – niestrudzony. To słowo najlepiej oddaje postawę norweskiego obrońcy. Przede wszystkim – czyste konto. To zawsze pierwsze zadanie defensywy. A skoro rywal nie dał znaku życia, to Fulham mogło się zabawić. Gospodarze wsadzili „piątkę” i duża w tym zasługa Johna. Hasał po skrzydle jak za swoich najlepszych lat.


Pomoc

Eden Hazard – w tym tygodniu cała pomoc będzie przeczyła tezie, że start w Premier League jest tak przyjemny jak borowanie zębów. Cała druga linia naszej jedenastki to debiutanci. Zaczynamy od Belga, który ledwie zawitał do Chelsea, a już zdążył wykręcić dwa karne i zaliczyć trzy klasyczne asysty. Nie dziwi nas, że to nazwisko było „łączone” z PL od dawna. Chłopak ma pojęcie o piłce i razem z Matą stworzą dynamit w drugiej linii the Blues. Żeby tylko miał kto ten dynamit odpalać... Ale o tym trochę niżej.

Santi Cazorla – przyjście Hiszpana do the Gunners miało w końcu załatać dziurę po Cescu Fabregasie. Jeżeli Santi będzie grał tak jak w meczu z Sunderlandem, ten wydawało się szalony plan może się powieść. Był reżyserem pełną gębą, każda akcja przechodziła przez niego, a jego zagrania nadawały im odpowiedniego tempa. Nie zaliczył punktu w klasyfikacji kanadyjskiej, bo trio przed nim – Podolski, Walcott, Gervinho – nie stanęło na wysokości zadania. Ale do małego Hiszpana nie można mieć żadnych zastrzeżeń.

Shinji Kagawa – nie byłem wielkim entuzjastą tego transferu. Doceniam 1,5 sezonu świetnej gry w Borussi, ale to jednak tylko Bundesliga i mówimy o Japończyku. Tymczasem... Z Evertonem Man Utd zagrał słabo. Jednym wyróżniającym się graczem był Shinji. Pokazał, że nie boi się piłki i wiele wskazuje na to, że Diabły w końcu mają AM C z prawdziwego zdarzenia. Do pełni szczęścia zabrakło mi tylko strzałów. W poczynaniach Kagawy widać było duży szacunek do kolegów i kilka razy zbyt duży altruizm. Mam nadzieję, że Alex wytłumaczy chłopakowi, że jak widzi szansę, to ma strzelać.

Michu – kolejny z debiutantów na pięć z plusem. Jego transfer nie wzbudzał takich emocji, jak tych wyżej wymienionych, ale już w 8. minucie meczu z QPR Hiszpan pokazał, że Łabędzie nie będą żałowały 2 mln funtów wydanych na niego. To był nie tylko pierwszy gol Michu w nowym klubie, ale także pierwszy gol obecnego sezonu Premier League. Potem Hiszpan dołożył jeszcze jedno trafienie oraz asystę i zebrał zasłużone gratulacje po swoim pierwszym występie w Swansea. A wydawało się, że Walijczycy dłużej będą rozpamiętywać Sigiego.


Atak

Fernando Torres – gdy w 66. minucie meczu z Reading (Chelsea przegrywała wtedy 1:2) Roberto di Matteo poderwał z ławki Daniela Sturridge’a byłem pewny, że mimo niekorzystnego wyniku z boiska zejdzie właśnie Hiszpan. Był beznadziejny, choć teoretycznie jest absolutnie pierwszą opcją dla każdego pomocnika Chelsea. Ale zamiast mieć furę okazji do strzelenia gola (no i oczywiście zaliczyć kilka trafień), dwa pierwsze mecze sezonu el Niño zakończył z żenującym dorobkiem 2 celnych strzałów. Ktoś pewnie powie, że zasadził winnera... Wiecie, gdzie mnie możecie z takim winnerem? Ten chłopak nadal jest karykaturą samego siebie. Ile jeszcze?

Mladen Petrić – kolejny debiut jak z bajki. Nie jest młodzieniaszkiem, CV też nie rzuca na kolana. Dlatego mało kogo dziwiła decyzja włodarzy Fulham, by podpisać z Chorwatem jedynie 1-roczny kontrakt. Idę o zakład, że jeszcze 2-3 mecze takie jak sobotni, a w okresie przygotowawczym pokazał, że strzelać potrafi, i zarząd zaprosi swojego napastnika na elegancką kolację, w trakcie której będzie zachwalał uroki życia na Craven Cottage.

Emmanuel Adebayor – już wydawało się, że zmarnuje początek sezonu w głębokich rezerwach the Citizens. Na szczęście dla siebie, dla nas i dla Kogutów, Roberto Mancini nie wydziwiał i dał zgodę na transfer Ade do Spurs. Nie wiem, czy chłopak zagra już w najbliższym meczu na White Hart Lane, ale dość typowy popis Defoe (mnóstwo sytuacji, tylko 1 gol) sprawił, że Villas-Boas może nie mieć wyboru. Jeżeli chce trzymać kontakt z czołówką, musi znaleźć napastnika strzelającego częściej niż w co dziesiątej akcji.

Hiloo

środa, 22 sierpnia 2012, overthebar

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: