One passion. One goal. Simply Premier League
Blog > Komentarze do wpisu
Jedenastka tygodnia


Bramkarz

Michel Vorm – fakt faktem, że City nie przetestowało za bardzo golkipera Łabędzi. W ciągu godziny ledwie 4 razy zmusiło Holendra do łapania piłki i raz mu ta sztuka nie wyszła. Potem Vorminator odniósł kontuzję i musiał opuścić plac gry. Nie pogra przez kilka najbliższych tygodni. Dla jego teamu będzie to egzamin dojrzałości, bo bez niego w bramce mało kto wyobraża sobie Swansea. A kalendarz nie rozpieszcza. W tym roku jeszcze Chelsea, Newcastle, Liverpool, Arsenal, Tottenham i Man Utd. Wracaj do zdrowia Brachu, bo może być krucho.


Obrona


Ivan Ramis – 28-letni Hiszpan jest autorem bramki kolejki. Kapitalnym wolejem otworzył wynik meczu Wigan-West Ham i walnie przyczynił się do pierwszego od 25 sierpnia zwycięstwa the Latics.

Stephane Mbia – długimi fragmentami sobotniego meczu na the Emirates Stephane – do spółki z Ryanem Nelsenem – skutecznie kasował wszelkie ataki Arsenalu i był jednym z najlepszych graczy na boisku. Niestety, jeden moment zaważył na tym, że w ciągu chwili z bohatera stał się głównym winowajcą porażki Rangers. 26-latek kopnął bez piłki, tuż pod okiem sędziego liniowego, Thomasa Vermaelena i arbiter główny natychmiast odesłał Kameruńczyka do szatni. Queens poczekają jeszcze trochę na pierwsze ligowe zwycięstwo...

Chris Baird – nie jest to defensor z gatunku Vermaelena czy Bainesa i gole strzela od wielkiego dzwonu. Dlatego w zasadzie nie powinno dziwić, że kompletnie zbzikował po zasadzeniu lafki na Madejski Stadium. Chłopak tak się rozbrykał, że przeskoczył przez bandy reklamowe i... skręcił kostkę. Kilka chwil po swoim wielkim triumfie musiał opuścić boisko. Easy, pal!


Pomoc

Txiki Begiristain – od niedzieli Man City ma nowego “director of football”. 48-letni Hiszpan w latach 2003-2010 pełnił podobną funkcję w Barcelonie i był jednym z głównych autorów sukcesów Blaugrany (m. in. 3-krotnego tryumfu w Lidze Mistrzów). Oficjalnie, na Ettihad Stadium Txiki „will assist Mancini in developing and recruiting players”. Jednak co lepiej poinformowani twierdzą, że jest tylko forpocztą pod rychłą zmianę na stanowisku menedżera the Citizens. Już wkrótce do Manchesteru ma trafić Pep Guardiola. Ponoć w każdej plotce jest ziarnko prawdy, a więc?

Jack Wilshere – wreszcie! Po 17-stu dłuuuugich miesiącach 20-latek wrócił na boiska PL. I wyglądał świetnie. Sił starczyło mu co prawda tylko na niewiele ponad godzinę, ale przez czas, gdy przebywał na murawie, wszędzie było go pełno. Strzelał, kiwał, rozgrywał... Good to have you back, Jack!!!

Simon Bennett – derby Liverpoolu okazały się świetnym widowiskiem. I choć końcowy wynik z przebiegu gry wydaje się być sprawiedliwy, to jednak ukryć się nie da, że gdyby nie skandaliczna decyzja liniowego, 3 punkty zdobyłby Liverpool. Jakim cudem Mr. Bennett dostrzegł, że Luis Suarez znalazł się na spalonym, pozostanie jego słodką tajemnicą... A wszystko staje się jeszcze bardziej zaskakujące, gdy czytamy wypowiedź kapitana the Reds, Stevena Gerrarda, który po ostatnim gwizdku sędziego podszedł do asystenta i zapytał, czy był spalony. W odpowiedzi usłyszał: „I think so”. Odjęło mi mowę...

Gareth Bale – świeżo upieczony tatuś pokazał, ile znaczy dla Kogutów. W ostatnich dwóch meczach nie zagrał i złapał trochę świeżości. Jak dla obrońców Świętych, zbyt wiele, bo przez cały mecz oglądali oni jedynie plecy Walijczyka. Kibice Spurs mogą żałować tylko jednej rzeczy – Gareth może zrobić wiele, ale nawet on nie jest w stanie dochodzić do własnych dośrodkowań i ich wykańczać. Gdy opanuje tę sztukę, zespół będzie nie-do-zatrzymania.


Atak

Luis Suarez – jedni Urugwajczyka kochają, drudzy nienawidzą... Cokolwiek jednak o nim się myśli, trzeba powiedzieć sobie jedno – to jeden z najlepszych napastników Premier League. Jest zmorą dla obrońców rywali the Reds, a równocześnie każdy menedżer chciałby go mieć w swojej kadrze. Początek sezonu w wykonaniu Poolu jest słabiutki, ale na grę Negrito nie można narzekać. Z Evertonem wygrałby sam, gdyby na początku II połowy nie przysamiczył Sterling, a pod koniec meczu nie ośmieszył się liniowy.

Fernando Torres – ci w gorącej wodzie kąpani po kilku trafieniach Hiszpana zaczęli już obwieszczać światu, że el Nińo wrócił. OtB jest w tej kwestii mocno konserwatywne i zachowuje spokój. Kilka sensownych zagrań wiosny nie czyni. A akcja, po której Torres wyleciał z boiska w meczu z United najlepiej pokazuje, w jakim miejscu swojej kariery jest Hiszpan. W pełni formy nawet by nie zauważył, że Evans próbuje odebrać mu piłkę, popędziłby na bramkę jak wiatr i zdobył wspaniałego winnera. Dzisiaj jest tak mało pewny siebie, że szukał kontaktu, by wykartkować rywala. My nadal czekamy na „naszego” Ferdka.

Chłopaki z Canal+ - komentatorzy stacji należą chyba do opisanej wyżej grupy niecierpliwych, bo w trakcie niedzielnego szlagieru PL próbowali przekonać nas, że el Nińo nie ma wcale słabego okresu. Wzięli się za porównania jego tegorocznych osiągnięć z wynikami... Robina van Persiego. Lubimy żarty, ale naprawdę jest kilku grajków w lidze, z którymi można porównać chimerycznego ostatnimi czasy Hiszpana. Perszing do nich na pewno nie należy. Największy ubaw mieliśmy, gdy Canalowcy rzucili, że może i tyle nie strzela, ale za to wspaniale pracuje w obronie, jest aktywny, biega, walczy i przy okazji pewnie jeszcze zamiata boisko i robi zakupy staruszce z bloku obok. No to weźmy pod lupę tę pracę... Torres był w każdym dotychczasowym meczu średnio 36,6 razy przy piłce, raz na 3 minuty. Napastnik harujący – taki pierwszy, lepszy z brzegu, dajmy na to Rooney – średnio 68 razy. Czy są pytania?

H&W

poniedziałek, 29 października 2012, overthebar

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/10/30 21:24:02
Oglądałem mecz Che-MU i również robiłem Wieeelkie oczy słuchając wywodów Panów z C+ na temat przydatności Torresa dla zespołu w porównaniu do RvP. Brakowało tylko kropki nad "i" np. w stylu zdobycia króla strzelców ostatnich Euro przez Fernando, by przechylić szalę na jego stronę. Naprawdę mocna dawka absurdu - przypomniałem sobie skecz Staszka Tyma przebranego w słuchawki zrobione z butelek po "Ludwiku" o relacji komentatora sportowego - pasuje jak ulał.
A poważnie to RvP pokazał prawdziwą klasę strzelając na zawołanie po przejściu do MU. Byłem przekonany, że się tam zagubi, zginie w cieniu niekwestionowanego lidera Roo. A tu nic z tych rzeczy. Facet po prostu wymiata i zmierza pewnie po obronę tytułu najlepszego strzelca PL.
A Torres, cóż. Poza przebłyskami w postaci kilku kapitalnych goli, nadal b. przeciętny i tak jak słusznie piszecie, ta niesprawiedliwa czerwona kartka, też jakby wynika z jego obecnych słabości. Nie rozumiem też jego reakcji gdy ją dostał, bo każdy na jego miejscu by się konkretnie wkurwił... ale myślę, że może on już wiedział że strzeli symulkę zanim go jeszcze Evans trafił i stąd taki spokój.