One passion. One goal. Simply Premier League
Blog > Komentarze do wpisu
Premier League Halftime Awards by OtB – część II

Wczoraj poszła pierwsza trójka wyróżnień, dziś – jaka niespodzianka! – następne nagrody za jesienną rundę. Teraz spróbujemy zastanowić się chwilę nad tym, kto zasłużył na miano najlepszego trenera, kto poczynił największy postęp, a czyje zagrania przyniosły najwięcej rozczarowań. Jednym słowem, czytajcie i komentujcie. Bo jakoś nie chce nam się wierzyć, że we wszystkim się z nami zgadzacie :)



Premier League Halftime Awards by Wicinho

Najlepszy trener – Michael Laudrup

Kompletnie nie wierzyłem w Duńczyka... Może dlatego, iż miałem w pamięci jego ostatnie, raczej nieudane przygody, w Spartaku Moskwa i Mallorce. Typowałem Michaela na pierwszego menedżera do zwolnienia w bieżącej kampanii. Tymczasem Łabędzie pod jego wodzą nic nie straciły ze swego powabu z czasów, kiedy ich menedżerem był Brandon Rodgers. Wciąż zatem grają w piłkę, miast ją kopać, wciąż większą wagę przywiązują do utrzymywania się przy futbolówce, niż do wyspiarskiego kick & run, wciąż też stawiają opór najlepszym (zwycięstwo nad Arsenalem, remisy z ManU, Chelsea czy Liverpoolem). 48-letni Laudrup wspaniale tą całą machiną zarządza, a dodatkowy plus należy się mu za znakomite transfery. Chico, Pablo Hernandez, a przede wszystkim Michu, wszyscy kupieni z Primera Division za niecałe 10 mln funtów, okazali się strzałami w „10”, szybko zaaklimatyzowali się do gry w PL i stanowią o sile the Swans. Brawo Michael!

Poczekalnia: 1. David Moyes, 2. Steve Clarke, 3. Chris Hughton

Wreszcie za I część rozgrywek mogę pochwalić menago the Toffees. Jego Everton w końcu nie zanotował falstartu na początku sezonu, mężnie trzyma się czołówki i jest w grze nawet o Ligę Mistrzów. West Brom, pod wodzą Steve’a Clarke’a, utarł już trochę nosa faworytom (zwycięstwa z Liverpoolem, Evertonem i Chelsea, remis na White Hart Lane), namieszał dość mocno w czołówce i ma szansę na Ligę Europy. A Chris Hughton po bardzo niemrawym początku kampanii i bęckach od Liverpoolu i Chelsea (w sumie 2:9) ogarnął Kanarki, zanotował z zespołem niesłychaną serię 10 kolejnych meczów bez porażki (5-5-0 od 20.X. do 15.XII.) i przynajmniej na dziś syndrom drugiego sezonu the Canaries nie grozi...


Największy postęp – Marouane Fellaini

Wszyscy wiemy, jak wiele talentu drzemie w Belgu, jednak do tegorocznych rozgrywek udało nam się zobaczyć jedynie jego przebłyski. Pierwsze półrocze kampanii 2012/13 to jednak prawdziwy popis w wykonaniu Belga, który był skuteczny jak nigdy (13 punktów za 8 bramek i 5 asyst w „kanadyjce”) i doskonale odnalazł się w układance Davida Moyesa w roli AM C, grającego przed 4 pomocnikami the Toffees, a za Nikicą Jelavićem. Wybuch formy Belga może jednak oznaczać dla Evertonu niemałe problemy. Już bowiem ustawiła się po Mr. Afro kolejka klubów, z Chelsea i Man. City na czele, gotowych zapłacić MF większą tygodniówkę, niż Bill Kenwright. Jeżeli Niebiescy nie zakwalifikują się do ChL, najbliższe półrocze może być ostatnim Marouana na Goodison Park.

Poczekalnia: 1. Wayne Routledge, 2. Sandro, 3. Romelu Lukaku

W ubiegłym sezonie liczyliśmy Wayne’owi kolejne mecze w PL bez strzelonego gola (udało się bodaj za 116 podejściem), w tym Routledge jest podstawowym pomocnikiem the Swans i jego grę ogląda się z dużą przyjemnością. Na wyższy poziom wskoczył też defensywny pomocnik Spurs. Bardzo dobrze wykorzystał półroczną absencję Scotta Parkera, został podstawowym DM C Kogutów i teraz to Scotty musi czekać na potknięcie Brazylijczyka. A młody Belg w barwach WBA udowodnił, że wie, jak strzelać bramki i wcale bym się nie zdziwił, gdyby: 1. Chelsea zażądała już teraz jego powrotu na Stamford Bridge (do Albion jest Romelu jedynie wypożyczony), 2. Lukaku z punktu posadził na ławce znów dramatycznego Fernando Torresa.


Największe rozczarowanie – Samir Nasri

Nigdy nie byłem szczególnym admiratorem talentu Francuza, ale ten w ostatnich 2 sezonach swoimi statystykami skutecznie zamykał mi usta (15 goli i 5 asyst w ostatnim roku gry w Arsenalu, przyzwoite 6 bramek i 9 asyst w ubiegłorocznej kampanii). Bieżące rozgrywki to jednak mocna obniżka formy Samira, który tylko w 6-ciu meczach City zagrał od 1 do 90’, strzelił zaledwie jednego gola i zaliczył 3 asysty. Coraz głośniej mówi się o odejściu zawodzącego Nasriego z the Citizens. Chętnych nie brakuje (Juventus, Bayern), bo jednak to wciąż młody chłopak (25 lat), który najlepsze chwile ma jeszcze przed sobą. 

Poczekalnia: 1. Vincent Kompany, 2. Antonio Valencia, 3. Emmanuel Adebayor

W ubiegłym sezonie okrzyknąłem Vincentego najlepszym DC globu, umieściłem go w trójce najlepszych piłkarzy PL kampanii 2011/12, ale po tych pochwałach pozostały dziś jedynie wspomnienia. „Tegoroczny” Kompany w niczym nie przypomina lidera City z minionych rozgrywek, jest elektryczny, popełnia banalne błędy, zdarzyło mu się również kilka brzydkich, niesportowych fauli... Mocno obniżył też loty ekwadorski pomocnik United. Rzadko mieliśmy okazję obserwować dynamiczne rajdy Valenciano i jego asysty do Rooney’a czy tez van Persiego... Trudno też wytłumaczyć przypadek Adebayora. W ubiegłym sezonie był absolutnie podstawowym napastnikiem Kogutów, Spurs wykupili go z Man. City i wydawało się, że Emsi wreszcie znalazł sobie team do gry... A tu masz babo placek... W kilku ostatnich meczach EA10 zademonstrował jednak zwyżkę formy i może jeszcze przyda się Tottenhamowi w walce o ligowe podium.



Premier League Halftime Awards by Hiloo

Najlepszy trener – David Moyes

Latem napisałem o przyszłości Evertonu – Tu się chyba nic nie zmieni. Menedżer ten sam, kadra w 90% ta sama, brak kasy ten sam, perspektywy te same. No i muszę odszczekać. Robię to z wielką przyjemnością, bo the Toffees pod wodzą Moyes'a to zespół niezwykle sympatyczny. Nie ma tam gwiazdorskich manier, nie ma kosmicznych kontraktów, nie ma kuriozalnych wypowiedzi do mediów i rozbuchanych oczekiwań. Ot, taka fajna ferajna, którą dowodzi fajny koleś, i niech mnie kule biją, ale bardzo fajnie to robi. No i fajnie! Niech to trwa! Mocno trzymam kciuki za europejskie puchary dla Evertonu.

Poczekalnia: 1. Michael Laudrup, 2. Chris Hughton, 3. Steve Clarke

Łabędzie do jesiennej rundy startowały mocno oskubane. W składzie nie było Joe Allena, Scotta Sinclaira, Gylfi Sigurdssona i Stevena Caulkera. Co więcej, przy bocznej linii nie biegał już Brandon Rodgers. I mimo to, the Swans nadal grają swoją piłkę i nadal są bardzo wysoko w tabeli. Duża w tym zasługa Michaela. Także drugi z ubiegłorocznych beniaminków spisuje się znakomicie. Norwich City zdaje się kpić z syndromu drugiego sezonu, choć teoretycznie jest idealnym kandydatem, by mu ulec. Nie wiem, jak Steve Clarke to zrobił, ale jego WBA napędziło tej jesieni stracha kilku mocarzom. Im bliżej końca roku, tym było gorzej, ale dajmy spokój – z tego zestawu gwiazd to nawet duet Gmoch & Engel więcej by nie wycisnął.


Największy postęp – Marouane Fellaini

Belg w tym sezonie przechodzi samego siebie. Nominalnie David Moyes ustawia go jako AM C, ale Fallaini daleki jest od typowego gracza podczepionego pod napastnika. Mają Anglicy określenie „box-to-box midfielder” i to najlepiej oddaje rolę, jaką spełnia w drużynie the Toffees zawodnik z numerem 25. Chłop haruje na całej długości boiska, walczy o każdą piłkę, toczy niezliczone pojedynki w powietrzu, obsługuje kumpli podaniami i uczestniczy we wszystkich akcjach ofensywnych. Nie mam pojęcia, jakim cudem znalazł czas na strzelenie 8 goli. Cieniem na jego występach kładzie się „baśka”, którą poczęstował Ryana Shawcrossa. Mimo sympatii do Belga, mam wrażenie, że gdyby zrobił to ktoś mniej błyszczący w tej rundzie, to kara byłaby znacznie wyższa.

Poczekalnia: 1. Rafael da Silva, 2. Romelu Lukaku, 3. Carlos Tevez

Do tego sezonu traktowałem go jak typowego wiatraka na boku obrony – mało chłopak umie, ale jest szybki, więc z musu robią z niego „nowoczesnego obrońcę”. Pokazał mi, że potrafi grać na swojej pozycji, choć nadal jest czasami zbyt aktywny w swoich interwencjach. Trochę mniej prądu by się przydało. Lukaku to chłopak, który ma ponoć nieziemski talent, ale w ubiegłym roku nie był godny dostania cienia szansy na pokazanie się w dorosłej piłce. W tym sezonie nie płakał, dał się wypożyczyć do WBA i jest aktywnym uczestnikiem jednej z piękniejszych w ostatnich latach historii z cyklu „Kopciuszek w PL”. Myślę, że podobnie jak Daniel Sturridge, saksami w małym klubie zapracował na kredyt zaufania na Stamford Bridge. Wiem, że Tevez zaczął pod koniec roku znów coś tam wydziwiać, ale pierwszych 19 kolejek, a za ten okres przyznajemy wyróżnienia, miał wyśmienite. W porównaniu do ubiegłego roku, niebo a ziemia. Więc i postęp musiał być odnotowany.


Największe rozczarowanie – Fernando Torres

Będzie oczywiście, że się powtarzam, ale naprawdę liczyłem, że nadszedł czas el Nino. Dostał kredyt zaufania, jakiego na Stamford Bridge niewielu doświadczyło. Zaczął od pierwszego gwizdka wszystkie 18 meczów. I w ogromnej większości z nich „wystąpił”. Bo grą tego, co robił Hiszpan nie można nazwać. Jeżeli drużyna tej klasy, co Chelsea, gra jednym napastnikiem i ten napastnik dostaje kilkanaście piłek w pobliżu bramki rywala i strzela w ciągu połowy sezonu 7 goli, to ja nie mam pytań. Ja już nie mówię, że w Katalonii jest taki łepek, co setkę w rok nawsadzał. Ale Torres nie wyprzedza nawet takich asów jak Fletcher czy Lambert, o grającym praktycznie same ogony Hernandezie nie wspominając. Najlepszym podsumowaniem rundy była demolka Aston Villi. 8:0 – a Torres zaliczył w tym meczu tylko jednego gola i ani jednej asysty (nie miał choćby jednego key passa!).

Poczekalnia: 1. Nani, 2. Emmanuel Adebayor, 3. Wojciech Szczęsny

Czy leci z nami Nani? Już poprzedni sezon nie był tak znakomity, jak 2010/11, gdy naprawdę rządził w lidze, ale to, co robił jesienią, to lekka przesada. Chłopak musi się mocno wziąć za siebie po powrocie z kontuzji, bo przecież nigdy nie był przesadnym pupilkiem Fergusona. Adeba załatwił sobie jesień na własną prośbę. Tak jak przewidywałem, gdy latem nie był pewny swego losu, nie przejmował się zbytnio treningami. Więc, gdy Spurs w końcu podpisali z nim umowę, okazało się, że jest równie gotowy do gry w PL, jak niżej podpisany. Teraz jest już lepiej i Emsi ma duże szanse, by opuścić tę mało chlubną kategorię. Nasz chłopak z Londynu także osiadł na lurach. Morze atramentu poszło w ostatnich kilkunastu miesiącach na peany ku czci Wojtka. Także na OtB, przyznajemy uczciwie. Ale w tym roku różowo nie jest, "Czesny" broni tylko to, co musi. Wszystko to, co wymagałoby od GK pokazania geniuszu, niestety lądowało w sieci. Plus tych kilka farfocli. Jasne, że obrona the Gunners nie ułatwia mu życia, ale w ubiegłym sezonie ratował kumpli znacznie częściej.

H&W

poniedziałek, 07 stycznia 2013, overthebar

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: