One passion. One goal. Simply Premier League
Blog > Komentarze do wpisu
Jedyny taki mecz

Już w niedzielę na Anfield najważniejszy mecz sezonu – Liverpool podejmuje Man. City. Sytuacja wydaje się jasna, tylko zwycięstwo przedłuży nadzieje the Reds na pierwsze od 24 lat mistrzostwo Anglii; remis – nie mówiąc już o porażce – zniszczy te marzenia. Kilka razy dziennie myślę o tym, co wydarzy się w niedzielę. Pool czy City? Brendan Rodgers czy Maurizio Pellegrini? Luis Suarez czy Edin Dżeko? Steven Gerrard czy Yaya Toure? Do której bramki trafi Martin Skrtel? Jaki numer wywinie jego imiennik Demichelis? Czy arbiter Mark Clattenburg stanie na wysokości zadania? Czuję się jak mały dzieciak, który czeka na świętego Mikołaja i worek z prezentami...

Poniżej po 3 wydarzenia bieżącej kampanii, z Poolem i the Citizens w rolach głównych, które doprowadziły nas do niedzielnego hitu.

Liverpool

1. Powrót Luisa Suareza

Czekaliśmy nań do 6 kolejki... Po ugryzieniu w ramię Bronka Ivanovića, Urugwajczyk musiał odcierpieć 10-meczową karencję i jego forma była wielką niewiadomą. W końcu przez 5 miesięcy odpoczywał od PL. Obawy okazały się bezpodstawne – Negrito wbił Sunderlandowi 2 gole, the Reds łatwo wygrali, no a potem byliśmy świadkami prawdziwego wybuchu formy zawodnika. Trafiał w każdej sytuacji, po indywidualnych akcjach, głową, z rzutów wolnych... Norwich zapakował 4 gole, Cardiff i WBA po trzy, niemal w pojedynkę zdemolował Spurs na White Hart Lane (2 gole, 3 asysty)... Zachwycał, czarował, wprawiał w osłupienie, był absolutnym dominatorem! Wspaniale ułożyła się współpraca Urusa z Danielem Sturridge’m; czego efektem są 1. i 2. miejsca napastników w klasyfikacji na najlepszego strzelca ligi. Kilkukrotnie na łamach OtB zadawałem pytanie, które dziś z pełną odpowiedzialnością powtarzam po raz kolejny: czy aby na pewno imiona dwóch najlepszych napastników świata to Cristiano i Lionel? Bez wielkiej formy LS7 Liverpoolu nie byłoby tu, gdzie jest dziś.

2. Wyjazd do Fulham

Ktoś może sobie pomyśleć, co ten kolo za mecz wybrał? Hmm, kwestia gustu :) Ale już tłumaczę... Kiedy w sobotę 8 lutego Pool zniszczył Arsenal (5:1), na dobre dołączył do tercetu City, Chelsea, Arsenal, walczącego o tytuł. Tym ważniejsze było spotkanie the Reds z czerwoną latarnią ligi. Zespół aspirujący do najwyższych zaszczytów takie mecze musi wygrywać. I nie szło Liverpoolowi w tym meczu, oj nie szło... Samobój Kolo Toure (który później omal nie staranował sędziego Phila Dowda) jeszcze w I połowie skasował D. Sturridge, ale kiedy w II części Fulham ponownie wyszło na prowadzenie, wydawało się, że Liverpool nie ma pomysłu na odrobienie strat. Ale jednak znów dzięki Sturridge’owi (asysta do Coutinho) Czerwoni wpierw doprowadzili do remisu, by w 90’ trafić na 3:2 (Gerrard z rzutu karnego; po faulu na... DS9). Tak hartuje się stal! I wykuwa mistrzostwo!

3. Demolka na Old Trafford

Miesiąc później the Reds wygrali najważniejsze derby półrocza; z odwiecznym rywalem, w dodatku na jego terenie. Choć wygrali, to za mało powiedziane – to był pogrom. United zostali zmieceni z boiska i tylko nieskuteczności Gerrarda i co. zawdzięczali, że nie polegli wyżej. To był pokaz siły podopiecznych Brendana Rodgersa, na OT zobaczyłem kompletny team, gotowy do walki o tytuł. I choć menedżer Poolu tonował po meczu nastroje, chłodził gorące głowy, to musiał w głębi duszy wiedzieć, że jego chłopaki w grze o majstra będą do samego końca.

Inne migawki z kampanii the Reds: inauguracja na Anfield (obroniony karny przez Mignoleta w 90’ i tryumf nad Stoke); cofnięcie S. Gerrarda na DM C; geniusz B. Rodgersa; świąteczne porażki z City i Chelsea (przekuły balon z napisem: „the Reds na mistrza” – pozwoliły skupić się zespołowi na grze i wyniku każdego kolejnego meczu)...

Manchester City

1. Współpraca duetu Yaya Toure – Fernandinho

Aż 30 mln funtów zapłacili za 28-letniego Brazylijczyka Obywatele, ale nie pomylili się. Wychowanek Atletico Paranaense znakomicie zaaklimatyzował się w PL i dziś nie sposób wyobrazić sobie ‘11’ the Citizens bez jego osoby. Klasowy kumpel u boku spowodował wybuch formy u Yayi Toure. Świadomość obecności Brazylijczyka za sobą (asekuracja głupcze! :) ) umożliwiła Iworyjczykowi częstsze wycieczki do przodu i zaowocowała już aż 18 trafieniami Słonia. Tylko pozazdrościć takiego duetu w środku pola!

2. Joe Hart na ławce

Pierwsze półrocze kampanii to nie był łatwy czas dla bramkarza nr 1 City i repr. Anglii. Joe był elektryczny, nie dość skoncentrowany, popełniał proste błędy... Wielbłąd, jaki przydarzył mu się na Stamford Bridge pod koniec października, skutkujący porażką z Chelsea, przelał czarę goryczy. M. Pellegrini posadził Harta na ławce. Ze wszech miar słusznie – musiał pokazać zawodnikowi, że jego obecna postawa jest nie-do-zaakceptowania. Na kolejny ligowy mecz 26-latek czekał 2 miesiące. I wrócił odmieniony – skupiony na zadaniu, głodny gry, chcący udowodnić, że ciężkie chwile ma już za sobą. Już nie był słabym ogniwem drużyny... Zanotował kilka świetnych występów (wyjazd z Newcastle, derby); serię 5 kolejnych meczów na zero... I takiego glkp City potrzebowało!

3. Wyjazd do Hull

I znów może ktoś zapytać: co to za mecz? Odpowiadam – kluczowy. Bo następował po dwóch spotkaniach, które delikatnie mówiąc, nie poszły po myśli the Citizens. Porażka z Barceloną i odpadnięcie z Ligi Mistrzów; porażka z Wigan (u siebie!) i odpadnięcie z FA Cup – mecz z Tygrysami miał pokazać, czy nie mamy do czynienia z głębszym kryzysem Obywateli. Dodatkowo, już w 11’ meczu, City stracili kapitana Vincenta Kompany’ego, który za taktyczny faul wyleciał z boiska. Ale w tym trudnym momencie MC poradził sobie – piękny gol Davida Silvy (w ostatniej minucie trafił E. Dżeko), kilka świetnych parad J. Harta i bezbłędna postawa osobliwego duetu DC – Javi Garcia / M. Demichelis pozwoliły wrócić Błękitnym na zwycięskie tory i zapomnieć o pucharowych niepowodzeniach.

Inne migawki z kampanii the Citizens: kontuzje Sergio Aguero (które pewnie pozbawiły City kilku punktów, bo Argentyńczyk był w wielkiej formie); odpadnięcie z Ligi Mistrzów; demolition derby na Old Trafford...

I tak dochodzimy do niedzielnego meczu. Nie będę ukrywał – the Reds kibicuję od chwili, kiedy zacząłem interesować się Premier League, więc już wiadomo, za kim będę trzymał. Serce mówi – Pool to wygra i będzie o krok od tytułu (2:1?), rozum – że City to jednak kawał ekipy i że w tym meczu wyjdzie różnica, jaka jeszcze jednak dzieli oba zespoły... A więc remis?

Zapnijmy pasy, usiądźmy głęboko w fotelach, zaopatrzmy się w kilka browarów i "expect the unexpected"... W niedzielę w Merseyside wydarzą się rzeczy wielkie!

Wicinho

piątek, 11 kwietnia 2014, overthebar

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/04/11 15:50:00
Dokładnie na to czekaliśmy cały sezon, ale... czy przypadkiem nie będzie jeszcze jednego takiego meczu? Może się to różnie ułożyć, ale wydaje mi się, że spotkanie Liv - Che będzie jednak spotkaniem o mistrzostwo...

W k'woli sprostowania - na 2-2 w meczu z Fulham strzelił Coutinho (po podaniu Sturridge'a)...
-
2014/04/11 15:53:17
oczywiście "gwoli ścisłości" - przynajmniej się pośmiejecie :)
-
2014/04/12 09:53:43
Pozostaje mi jedno - posypać głowę popiołem i przyznać się do pomyłki. Oczywiście do remisu 2-2 w meczu Fulham-Pool doprowadził Coutinho, po asyście Sturridge'a...